Wielka Matka Ganga. Swiete miasto Benares. Manikarnikan Ghat - czlowiek tu spalony przerywa odwieczne kolo reinkarnacji, umiera smiercia prawdziwa. Umrzec w Benares to uwolnic sie od zycia. Ostatecznie.
Wiemy, ze nasze myslenie/wyobrazenie swiata nie jest spojne i konsekwentne. Pomimo dwoch miesiecy w Indiach wyobrazalem sobie to miejsce zupelnie inaczej. My, Europejczycy mamy ten obrazek przed oczyma - rowno ulozony wysoki stos drewna, zwienczony noszami z cialem. Wokol zgromadzona rodzina w smutku zegnajaca zmarlego. Tylko dlaczego niby ceremonia pogrzebu mialaby byc inna niz cale zycie Hindusa?
Poznym wieczorem stajemy na Manikarnikan Ghat. Trzy szerokie tarasy, niczym stopnie prowadzace do rzeki. Przeciete w pol schodami prowadzacymi do stojacych powyzej swiatyn. Schodzimy na srodkowy taras. Wokol plonie 7-8 stosow. Dym otacza stojacych tu ludzi, wyciskajac lzy. Dym palonych ludzkich zwlok.
Gdy tylko wzrok przyzwyczai sie do ciemnosci i dymu rozpoznaje kolejne szczegoly. Zloty celofan, ktorym owiniete sa lezace obok nas zwloki. Psy szukajace pozywienia. Bloto, smieci, smieci. Mezczyzni palacy haszysz. Walesajace sie krowy.
Domowie (najnizsza warstwa spoleczna, kasta niedotykalnych, a jednoczesnie wlasciciele tego 'interesu'. Najladniejszy budynek w miescie nad brzegiem Gangesu nalezy do szefa Domow) pospiesznie ukladaja kolejne ogniska. Byle jak odgarniety popiol tworzy malutkie kopczyki (gdy wstanie slonce jeden z procownikow zepchnie do rzeki calonocny urobek). Spiesza sie, bo z gory juz dobiega glosnie "Ram nam satya hai, Ram nam satya hai" skandowane przez mlodziencow zbiegajacych z bambusowymi noszami, na ktorych lezy cialo. Cialo przywiezione niekiedy z odleglego stanu Indii by w ogniu Manikaran Ghat znalezc wyzwolenie.
Widzimy coraz wiecej (juz nie tylko wzrok przyzwyczail sie do ciemnosci, ale i umysl wydobywa sie z pomieszania). Ghat zwienczony stosami drewna, schnacymi pod wiatami. Wiatr niesie odglosy klotni - Domowie targuja sie o cene kolejnego stosu.
Bloto, smieci, dym. Krowy, psy, zalobnicy. Polnagi Dom, umiesnione cialo w nieustajacej pracy. Umorusany sadza i popiolem niczym wyrobnik Belzebuba (te europejskie skojarzenia ;) ).
Bloto, smieci, dym. Stopy wystajace z ognia, ciala zanurzane w Gangesie przed spaleniem, plachty 'zlotka' pelniace role calunow. Krowy, przypadkowi gapie, brodzacy po kolana w wodzie wylawiacze kosztownosci, zalobnicy palacy 'trociczki'.
Bloto, smieci, dym. I popioly, wszyscy chodzimy po popiolach. Ludzie, krowy, psy. Popioly, ktore za chwil kilka wyladuja w Gangesie. Czlowiek i natura sproszkowani i wymieszani tworza jednosc. Manikarnikan Masala.
sobota, 15 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz