W Uzbekistanie uroczystości weselne są niezwykle długie (i drogie). Ważne, żeby zaprosić dużo gości (nie tylko rodzinę - całe wioski!), żeby przez tydzień świętować - najeść się i bawić.
Przez przypadek trafiliśmy na pierwsze wesele w Chiwie - późnym wieczorem, po przyjeździe z Nukus, podążaliśmy za odgłosami zabawy. Czyżby jakiś festyn? Koniecznie trzeba to zobaczyć! Okazało się, ze to właśnie końcówka uroczystości, para młoda (dziewczyna w białej sukience i chłopak w białej koszuli) zmierzała do samochodu w tłumie gości i przy akompaniamencie orkiestry... Oj impreza widać huczna była - oceniliśmy po liczbie stołów;)
Następnego dnia około południa zobaczyliśmy te samą parę wraz z gośćmi w starej części miasta (Itchan Kala). Były śpiewy, próby tańców, radosne okrzyki... Panna młoda wyglądała już na zmęczoną;)
Potem nie zdziwiły nas zamknięte kawiarnie (czynne tylko dla gości weselnych), fajerwerki i nocne świetowanie w Samarkandzie... Wesela musza byc huczne, przynajmniej przez tydzien.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiwa. Pokaż wszystkie posty
sobota, 2 sierpnia 2008
poniedziałek, 21 lipca 2008
inny swiat...
wczoraj po powrocie znad Morza Aralskiego, przesiadka i kolejny samochod i jedziemy do Chiwy. Rozpoczal sie drugi tydzien wycieczki, czas na wielkie historia miasta Uzbekistanu: Chiwe, Buchare i Samarkande.
Szukamy z kierowca hotelu w Chiwie. Nie zna wskazanego przez nas adresu, pyta miejscowych. Mysla, mysla i odpowiadaja: to chyba w czesci turystycznej. Jedziemy dalej, a tam co? Takie male Carcassone - 'sredniowieczne' mury obronne, a w srodku miasto-skansen dla turystow. Meczety, medresy, palace. Sprzedawcy pamiatek, japonscy turyscy (no, 5 japonskich turystow) i ludzie mowiacy po angielsku. Hotele, restauracje. Dzieci wolajace 'Hi' i 'Bye', ale takze pytajace "Bonbon? Pen?'.

Troche to inne od Uzbekistanu, jaki ogladalismy do tej pory. I choc blekitne wieze minaretow robia wrazenie, to chyba nie tego szukamy w podrozy.

Poogladamy i spadamy. :)
ps. nie jest tak zle, wystarczylo wyjsc poza mury starego miasta i bez trudu odnalezlismy 'nasz' przyjazny Uzbekistan :)
Szukamy z kierowca hotelu w Chiwie. Nie zna wskazanego przez nas adresu, pyta miejscowych. Mysla, mysla i odpowiadaja: to chyba w czesci turystycznej. Jedziemy dalej, a tam co? Takie male Carcassone - 'sredniowieczne' mury obronne, a w srodku miasto-skansen dla turystow. Meczety, medresy, palace. Sprzedawcy pamiatek, japonscy turyscy (no, 5 japonskich turystow) i ludzie mowiacy po angielsku. Hotele, restauracje. Dzieci wolajace 'Hi' i 'Bye', ale takze pytajace "Bonbon? Pen?'.
Troche to inne od Uzbekistanu, jaki ogladalismy do tej pory. I choc blekitne wieze minaretow robia wrazenie, to chyba nie tego szukamy w podrozy.
Poogladamy i spadamy. :)
ps. nie jest tak zle, wystarczylo wyjsc poza mury starego miasta i bez trudu odnalezlismy 'nasz' przyjazny Uzbekistan :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
